PL / EN
a/typowi – w stronę społeczeństwa włączającego
Autorka: Kasia Modlińska
21.06.2021

Większości nas pojęcie atypowości kojarzy się głównie z netflixowym serialem, opowiadającym o wyjątkowym chłopaku ze spektrum autyzmu, pokazywanym w Polsce pod tytułem Atypowy. Jednak termin ten obejmuje znacznie liczniejszą grupę osób. Atypowymi nazywamy ludzi o wyjątkowych cechach, innych, osobliwych, rzadkich. Jednak, gdy myślimy o atypowości w kontekście choroby i zdrowia psychicznego, często umyka nam społeczny wymiar tego pojęcia. Tymczasem zarówno same słowo, jak i to, co się pod nim kryje, jest nie tylko stworzone, ale też nieustająco tworzone przez społeczeństwo. Definicja atypowości podlega więc zmianom znaczeniowym i odnosi się do coraz to nowych zjawisk wynikających ze zmiany stosunku do różnorodnych zachowań, cech i uwarunkowań.

W dominującym, medycznym znaczeniu atypowość oznacza, że coś jest poza normą. Ujęte jest w ramy określonych kategorii diagnostycznych. Teoretycznie kategorie te mają być naukowym i obiektywnym odwzorowaniem procesów, jakie zachodzą w ludziach. Dość szybko pojawia się jednak pytanie do jakiego stopnia tak jest i co ważnego może nam umykać.

Dzięki psychiatrii wiemy o niektórych procesach biologicznych leżących u podłoża zaburzeń i chorób psychicznych oraz dysponujemy lekami, często całkiem skutecznymi. Selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny pomagają w leczeniu depresji. Sole litu skutecznie zmniejszają silne wahania nastrojów w chorobie afektywnej dwubiegunowej. Neuroleptyki zmniejszają objawy wytwórcze w epizodach psychotycznych. Metylofenidat może zmniejszać potrzebę stymulacji u osób z diagnozą ADHD. Pomimo tego wciąż nie do końca rozumiemy, stojące za ich skutecznością mechanizmy. Jednocześnie spotykamy się osobami, którym żadne leki nie pomagają. Takie osoby i stany psychiczne nazywamy lekoopornymi.

W amerykańskiej klasyfikacji diagnostycznej DSM-5 oficjalna liczba zaburzeń i chorób psychicznych wynosi około 157. W międzynarodowej, stosowanej również w Europie, klasyfikacji ICD-11 liczba ta jest nieco mniejsza. Jednak w obu przypadkach jest ona znacznie większa niż w poprzednich wydaniach tych publikacji. Fakt ten podzielił środowisko psychiatryczne i wzbudził poważny spór zasadności wprowadzenia kolejnych kategorii. Pojawiły się wyraźne głosy samych psychiatrów, którzy zarzucają, że dochodzi do medykalizacji zwykłego życia. Medykalizacja to definiowanie problemów pozamedycznych w kategoriach medycznych wraz z zaleceniem leczenia. Nowej klasyfikacji diagnostycznej zarzucano patologizację – czyli proces, w ramach którego zwyczajna nieśmiałość staje się fobią społeczną, introwersja – schizoidalnym zaburzeniem osobowości, aktywność – nadpobudliwością psychoruchową, a smutek – depresją.

Wraz z ostatnimi wydaniami DSM i ICD wyraźnie widać społeczne podłoże diagnostyki. Najczęściej zwraca się uwagę na kwestię finansową – wzrost liczby zachowań opisywanych jako patologiczne leży w interesie przemysłu farmaceutycznego. Jednocześnie coraz częściej zwraca się uwagę na kontekst kulturowy – kategorie diagnostyczne nie odzwierciedlają procesów psychicznych, jak arbitralnie zakłada model medyczny. Nowe zaburzenia i choroby odzwierciedlają dominujący system wartości. Wolimy myśleć o sobie, że jesteśmy wolni od uprzedzeń i opisujemy rzeczywistość taką, jaka jest, ale w historii bywało różnie. Powszechnie znany jest fakt, że w pierwszej klasyfikacji DSM, opublikowanej w roku 1952, homoseksualność została zaklasyfikowana jako socjopatyczne zaburzenie osobowości, a w DSM-2, opublikowanej w 1968 roku, jako dewiacja seksualna. W kolejnych wydaniach “zaburzenie” to zostało usunięte. Jak wiadomo, homoseksualizm kłóci się z silnie zakorzenionym w naszej kulturze chrześcijańskim ideałem relacji miłosnej.

Homoseksualność to nie jedyna kategoria diagnostyczna, która została usunięta z DSM i ICD z powodu kontekstu kulturowego. Warto zastanowić się nad innymi jednostkami diagnostycznymi, które obecnie są na co dzień używane przez specjalistów, a także nad tym, jaki mają one związek z poglądami i uprzedzeniami uznawanymi za pewniki. Łatwo zobaczyć tu oczywiste sprzeczności. Przykładowo, dysleksja narusza przekonanie, jakoby każdy powinien bezbłędnie pisać i czytać; autyzm, że każdy powinien być towarzyski; depresja, że każdy powinien być szczęśliwy, a psychotyczność, że każdy powinien być racjonalny. Postrzeganie cech składających się na te diagnozy zmieniało się w różnych okresach historycznych i kulturach. Aktywistka klimatyczna Greta Thunberg powiedziała o sobie: „Zdiagnozowano u mnie zespół Aspergera, OCD i mutyzm selektywny. Zasadniczo oznacza to, że mówię tylko wtedy, gdy uważam, że jest to konieczne. Teraz jest taki moment”.

Gdy zwrócimy uwagę na czynniki społeczne, które wpływają na postrzeganie zaburzeń i chorób psychicznych, często słyszymy w odpowiedzi, że prowadzi to do relatywizmu i w konsekwencji uznania, że wszyscy są zdrowi. Można tak uznać, jeśli przyjmiemy myślenie zero-jedynkowe, ale wtedy oczywiście możemy też przyjąć, że jest zupełnie odwrotnie. Tymczasem różne perspektywy – np. medyczna i społeczna – mogą się uzupełniać. Wtedy perspektywa staje się bardziej wielowymiarowa.

Dlaczego warto uwzględnić kontekst społeczny? Ponieważ dzięki temu dużo łatwiej zrozumieć, że społeczeństwo odgrywa aktywną rolę w tworzeniu lub wzmacnianiu tego, co uważamy za patologiczne. Procesy te mogą przyjmować różną postać i pochodzić z różnych źródeł. Czasem są to subtelne zachowania, jak przewrócenie oczami czy ironiczny uśmiech lub komentarze (często w osobie trzeciej) – „a dlaczego on/ona nic nie mówi?”, „czemu on/ona taka smutna?”, „z czego on/ona tak się cieszy?”, które wskazują, że osoba wychodzi poza normę. Ale mogą to być również konkretne rozwiązania systemowe, obarczone poważnymi konsekwencjami. Na przykład prowadzą do usunięcia ze szkoły za „niewłaściwe” zachowanie lub utraty możliwości zatrudnienia z powodu dyskomfortu podczas osobistych rozmów rekrutacyjnych czy nieprzyznania prawa do adopcji z powodu epizodu depresyjnego u kandydata na rodzica. Działania takie prowadzą do utożsamienia się osób z kierowanym do nich przekazem. Ludzie, skądinąd funkcjonalni i produktywni, mogą uznać, że są wybrakowani, niewiele warci, a nawet, że jako „inni”, nie zasługują na bycie częścią grupy.

Każda dobra psychoterapeutka wie, że stworzenie w trakcie terapii bezpiecznej i akceptującej atmosfery, ma leczniczy wpływ na pacjenta. Często osoby, które z początku wydają się chore, w niezagrażających warunkach pokazują się od innej strony. Stają się żywe, kreatywne, inteligentne, empatyczne, rozumiejące. Często dopiero wtedy dowiadują się, jaki mają potencjał i zaczynają wierzyć, że mogą stawać się tym, kim chcą. Każda dobra terapeutka jest również świadoma, że udany proces terapeutyczny pomaga także jej. Pozwala lepiej zrozumieć siebie i mieć satysfakcję, że może dać komuś coś dobrego.

To samo odnosi się do społeczeństwa. Oddzielanie się uprzywilejowanych grup społecznych od tych marginalizowanych, zubaża zarówno jedną, jak i drugą stronę. Izolowanie innych z powodu ich irracjonalnych, aspołecznych czy przewrażliwionych zachowań sprawia, że nie dajemy sobie możliwości, aby lepiej zrozumieć zarówno innych, jak i siebie. System edukacyjny, który segreguje dzieci na podstawie ich odmiennych profili psychologicznych, uniemożliwia wzajemne uczenie się od siebie i budowanie tolerancji dla różnorodności, której są częścią. Zunifikowane procesy rekrutacyjne oraz miejsca pracy, uniemożliwiają pracodawcom korzystanie z nietypowych zasobów osób, które mogłyby mieć kluczowy wpływ dla rozwoju ich firm. Rozwiązania architektoniczne, które nie są tworzone z myślą o osobach o ponadprzeciętnej wrażliwości sensorycznej, często są niekorzystne również dla tych, którzy takiej wrażliwości nie mają.

Integracja różnych aspektów życia psychicznego jest ważnym wyznacznikiem udanego procesu terapeutycznego. Podobnie system społeczny mógłby być tak skonstruowany, aby obejmował jak najbardziej zróżnicowaną grupę osób. Jednak aby tak się stało, powinniśmy zacząć postrzegać indywidualne różnice nie przez pryzmat deficytów, ale zróżnicowanych i uzupełniających się walorów i atrybutów. W kontekście takich kategorii różnorodności społecznej jak płeć, rasa, seksualność czy wyznanie, proces ten trwa już od jakiegoś czasu. Kolejną, nie mniej ważną kategorią jest różnorodność psychiczna, czyli neuroróżnorodność. Harvey Blume, który popularyzował to pojęcie, napisał: „Neuroróżnorodność może być równie ważna dla rasy ludzkiej, jak bioróżnorodność dla życia w ogóle”. Przesłanie to przyświeca działaniom Fundacji a/typowi.

Content | Menu | Access panel